Volume
The year is 1482.
The age of exploration and enlightenment is on the distant horizon and the Renaissance is in full swing across Europe; but in England, the War of the Roses is in its final throes. Change is coming, but in one little convent in the north of the kingdom, everyone has seemed blissfully unaware.
Everyone except Sister Catherine, a beloved nun and firebrand thinker who has just been murdered. In an isolated monastery with an already mysterious reputation, any one of the Sisters could be the killer—and Mother Superior is as stumped as anyone else. That’s where you come in.
As an Anchoress, you took an oath to never leave your cell; to devote yourself entirely to God and provide spiritual support to all who came to your door. But as the only Sister who couldn’t possibly have committed the crime, you have a new mission: solve the case, before the bishop shutters the convent and the killer goes unpunished.
The Superior hasn’t told everyone why you’ve suddenly joined the regular congregation, but something tells you most of these women know exactly what’s going on. Who can you trust? Who is being honest, and who has their guard up—and why? Is the convent really haunted? Who killed Sister Catherine? And worst of all… are you next?
Steam User 1
it is hard to classify it as a game as you don't make any choices. However story is so well written and mistery so captivating that i couldn't get enough of it. I cant wait to start second volume
Steam User 0
Sister's Hedwig got a breakdown : You think you can keep secrets from me because I was an anchoress and I dont't understand the world. Then a sick dubstep starts playing. If you like not that kind dramatic scenes accompanied by super dramatic music this game is for you . The game is quite long however be prepared that once you read the book there is no possibility to not buy the second part.
Steam User 0
Gdy przejdziesz dziesiątki różnych powieści graficznych/eroge a zobaczysz jeszcze drugie tyle może ci się wydawać, że znasz gatunek na wylot. A to wszystko guzik prawda. Golizna czy wieczne uganianie się na dziewczynami po przeróżnych szkołach to zdecydowanie nie wszystko co mają do zaoferowania gry z tego gatunku.
Zawsze trzeba wychodzić z założenia, że bez względu na to ile byśmy o nim nie wiedzieli nie wiemy o nim tak naprawdę nic. Tylko w ten sposób możemy odkryć prawdziwe skarby.
Inaczej nie da się wytłumaczyć szoku jaki przeżyłem przy pierwszym zetknięciu się z Miericorde. W najśmielszych snach nie spodziewałbym się, że historia o zakonnicach z pewnego angielskiego zakonu z końca piętnastego wciągnie mnie jak kamfora.
Ta całkowicie niepozorna czarno-biała visual novelka może i nie ma dubbingu, ale ma wszystko to co powinien mieć każdy szanujący się przedstawiciel tego gatunku.
Zacznijmy od intrygi z początku, która całkowicie wywraca do góry nogami spokojne klasztorne życie głównych bohaterek. Bez odpowiedniego zawiązania historii już na samym początku ciężko będzie wciągnąć czytelnika w wir wydarzeń.
Ważny jest też klimat, który budują tutaj zupełnie niespotykane w innych visual novelkach realia, chemia pomiędzy bohaterkami, z których każda ma jakieś cechy wyróżniające je spośród innych oraz przede wszystkim kapitalna ścieżka dźwiękowa. Myślisz sobie, że jak gra jest utrzymana w klimatach kościelnych, to na pewno usłyszysz jakieś gregoriańskie psalmy. Nic bardziej mylnego. W Misericorde bit jest tak gęsty, że jeden nóż nie wystarczy, żeby go całego pokroić. Spokojne melodie przeplatają się tu z dynamicznymi, aby odpowiednio podkreślić wagę danej sceny, a linia basowa w kolejnych trip-hopowych aranżacjach cudownie łechce uszy słuchacza.
Jednak najlepszą rzeczą w tym tytule są jego główne bohaterki. Ludzie, którzy nigdy nie byli w żadnym zakonie z politowaniem patrzy na zakonnice, które zawierzyły swoje życie Bogu, rezygnując z ziemskich pokus i uciech. Bohaterki w Misericorde może i są czarno-białe, nie znaczy to, że nie mienią się wszystkimi barwami tęczy. Starają się cieszyć życiem, swoimi codziennymi obowiązkami oraz przede wszystkim swoim towarzystwem. Przeklinają, dogryzają sobie, przechwalają się, mają swoje humory i są niezwykle charakterne. Nie da się ich nie lubić.
Grałem w mnóstwo gier z fabułą na jedno kopyto, gdzie protagonistą kieruje zemsta albo chęć uratowania świata. Nawet w tej materii Misericode potrafi zaskoczyć. Jak sama jego nazwa wskazuje jego motywem przewodnim jest miłosierdzie i łaska, czyli tematyka, której próżno szukać w innych produkcjach.