Inner Chains
Autor nie podał jeszcze opisu w twoim języku.
An FPS horror game set in a surreal, dark and deadly biomechanical world never seen before. One does not get to set the rules in the world of Inner Chains. Humankind is just a small part of a hostile universe. Want to survive? Discover its secrets. A planet in the distant future. A rock floating in space that is no longer what it had once been. Without human interference, nature has been adapting to the new conditions, reclaiming what was once taken away. In its pursuit of perfection, it began to assimilate with the abandoned technology giving life to biomechanical beings. Left to its own devices, man-made technology has also changed as it tried to adjust to the new environment. A strong symbiosis soon developed between technology and nature. It became difficult to determine what is alive and what is mechanical in the world of Inner Chains.
Steam User 3
Wewnętrzne okowy
Inner Chains to pierwszoosobowa gra, strzelanka, choć nie kładzenie przeciwników jest tu kluczowe. Co więcej, nawet nie fabuła jest tu kluczowa - na co dobitnie wskazuje wykorzystanie przez Twórców kodu, zestawu zamiennych znaków, niepozwalających Nam od samego początku na poznanie "głębszej" treści, czy rozszerzenia treści doświadczanej początkowo jedynie poprzez obserwację zachodzących zdarzeń. Co więc jest głównym rdzeniem tego Tytułu? Czym Inner Chains mnie kupiło?
Pierwsze ogniwo łańcucha
Wprowadzenie jest niejednoznaczne. Świat przedstawiony jest kompletnie niezrozumiały. Sytuacja w której rozpoczynamy swoją przygodę, upomniani jakby proroczym przekazem, sprowadza Nas do bezwiednie wykonującego polecenia, szaraka. Cały "prolog" wlecze się w takiej formule ukazując Nam, niebezpośrednio, jakie tu panują zasady. Poznajemy dziwne kwiatki, które jawnie sugerują być drogowskazami (mimo początkowo bardzo zamkniętej formy budowania lokacji, warto docenić, że wszystkie elementy występują od samego początku), wykopujące się spod ziemi stworki ze świecącym "jajem", co do których, szczególnie na początku, możemy mieć różne podejrzenia, agresywną florę(?), podzielone "społeczeństwo" i ich zasady koegzystencji oraz, mimo wszystko, kluczowy element jakim są tablice "elementarza". Kiedy wszystko mówi Nam że jest dobrze, nagle dochodzi do wypadku i dopiero wtedy gra rozpoczyna się na dobre, wywracając Naszą sytuację o 180°. Choć fabularnie, od "właściwego" rozpoczęcia rozgrywki, gra totalnie zawodzi, to muszę przyznać, że "prolog" jest wyjątkowo sensowny! Ten moment, pozwala na dobre przyswojenie nowego i cudownie okropnego świata, przygotowuje lepiej niż bardziej tradycyjne w przypadku tego gatunku, wrzucenie w wir walki. Daje Nam przestrzeń i odpowiednio ustawia na to, co Nas czeka.
Z kulą u nogi
Kreacja świata jest genialna. Pochłania Nas od pierwszych minut wspaniałą prezentacją i idealnie dobranym tłem. No, fantastycznie buduje klimat! Oczywiście zdarzyło mi się zderzyć również z błędami w tej materii. Czasem tekstury "migotały", czasem ich brakowało (model z szachownicą), czasem przeciwnicy byli "zamuleni" albo pojawiali się nagle, znikąd, tuż przed nosem. Było to rzadkie i nie psuło rozgrywki, ale było. Gorzej, że faktycznie podczas jednego z etapów coś nie zagrało, i przejście, które miało prowadzić dalej nie zostało otwarte (ostatnie stracie z powielającym się fanatykiem). Nieco szpecące, całą tę wizję, są wszelkiego rodzaju stacje ładujące czy blokady, które jednak są czytelne i służą zaangażowaniu w rozgrywkę. Rozstawienie "pułapek" też nie zachwyca i nie oszukujmy się, jest to świat złożony z ograniczonej ilości elementów i absolutnie nie jest to wiarygodne, nawet przyjmując daleko idącą fantastykę - to zwyczajny tor z przeszkodami coraz bardziej skondensowanymi. A mimo to, żadna inna gra (w ostatnich latach) tak mnie nie pochłonęła. Do tego anturaż jest zmienny na przestrzeni całych tych zmagań i potrafi zaskoczyć, mimo "drogowskazów" wprowadzić rozwidlenia czy dużo bardziej otwarte etapy, w których nie idzie się na pałę za kwiatowym pyłkiem.
Łańcuch pokarmowy
O tym co jak działa w tutejszym ekosystemie, dowiadujemy się z obserwacji i nieco na własnej skórze, ale potwierdzenie, możemy też znaleźć na skórzanych zwojach (do znalezienia są dwa). Symboliczne rysunki, bardzo dobrze przedstawiają mechaniki związane z zagrożeniami tego świata, mimo że opisane nieprzetłumaczonymi znakami. Stąd też można powiedzieć, że każdy przeciwnik jest tu bardzo dobrze zarysowany ;) Mamy wyrastające z różnych płaszczyzn, ale statyczne "kłujki", których zasięg jasno określają haczyki na końcach korzeni. Mamy, również statyczne, ale pancerne miotacze ognia, które grzechoczą dając Nam sygnał o swojej bliskości. Są też wiszące kreatury wciągające w swoją paszczę wszystko co stanie pod nimi, które można usłyszeć, gdyż ślina skapując na grunt wydaje charakterystyczny dźwięk a przy tym też kałużę do omijania. Są ogary, które leżakują w otoczeniu stosów kości. Mamy też inne "packi", różne rodzaje zombiaków, bomby gazowe, gniazda os i kilka rodzajów fanatyków. Na różnorodność zagrożenia na prawdę nie można narzekać. Narzekać za to można na ich wytrzymałość, bo ilość amunicji (zdaje się, że niezależnie od miejsca trafienia) niezmiennie zaskakuje, przekraczając spodziewane przed starciem zasoby. Z drugiej strony my też sporo potrafimy przyjąć na siebie, więc w sumie jest to sprawiedliwe. Warto więc wsłuchać się w otoczenie i działać metodycznie. Pomocne może być też to, że mobilne stworzenia również mogą paść ofiarą tych statycznych, i na odwrót, zaatakowane mogą odpowiedzieć "ogniem". Czasem można też zmusić do interakcji międzygatunkowej np. rozbijając z dystansu gniazdo pszczół czy podpalając rozbitą bombę gazową.
Jak pies spuszczony z łańcucha
Jeżeli jednak nie daje Nam frajdy zabawa w "krzyżowanie gatunków", to zawsze można dać się ponieść i wykorzystać dostępne miotacze. Kolejno, pomijając gołe pięści, odblokowywać będziemy miotacz wiązek elektrycznych, miotacz płomieni oraz kłomiot, czyli coś co początkowo przypomina pistolet automatyczny miotający kły. Każde urządzenie ma swoje dodatkowe, praktyczne zastosowanie. Wiązką elektryczną, możemy na dystans uruchomić włącznik czy spowolnić działanie przeciwnika (pomijając "kłujkę"). Ogniem możemy pozbyć się blokujących Nas roślinek albo definitywnie wypalić "chwasty" do gołej ziemi. Kłomiot to jedyna broń, którą można wykonać łeb-strzał, ale tylko na zombiakach, świetna do podrażniania pszczół ;) Są też dodatkowe ulepszenia, które pozwalają wystrzelić kulę energii elektrycznej czy bombę ognistą a z pistoletu automatycznego wypluć naraz kilka pocisków niczym śrut z obrzyna. Warto jednak zaznaczyć, że i tu, w walce, należy podchodzić metodycznie. Bronie, mimo sporego zapasu amunicji i stosunkowo częstych "stacjach dokujących" (miejsca regeneracji zdrowia i amunicji - trzy rodzaje pod każdą broń) szybko się przegrzewają, powodując wstrzymanie "ognia". A więc nie polecam trzymania spustu a raczej sugeruję dozowanie kolejnych porcji.
Zerwij kajdany!
Gra trafiła dokładnie w mój gust. Klimat niepewności i złowieszcze grzechotania czy pluski oraz poszukiwania kolejnych literek, przysłużyły się rozgrywce, która promuje metodyczne czyszczenie kolejnych lokacji i utrzymywanie wysokiej koncentracji. Dałem się pochłonąć totalnie, za każdym razem ledwo siadałem do gry a mijało 2 godziny. Owszem, mógłbym się poprzyczepiać, do treści, bezpodstawnych zagrywek w sekcjach fabularnych czy Beznadziejnie Obojętnego Starcia Specjalnego, ale nie widzę powodu gdy całość po prostu mi siadła. I nie mówię, że to ideał, ale chętnie bym sobie jeszcze pograł. Literki znalazłem wszystkie tuż przed końcem, choć zanim znalazłem, od połowy gry zaczęły się masowo powtarzać. I w sumie dobrze, że tak je rozłożono, bo odkąd miałem wszystkie, przestałem wtryniać nos w dokładnie każdą szczelinę i zacząłem grać bardziej odważnie (to też efekt kilkugodzinnego doświadczenia z grą). Poziom wyzwania jest raczej łatwy, o ile jesteśmy spostrzegawczy i nie idziemy "na Rambo". Zginąłem może 3 razy, raz bo chciałem, i dwa razy przez nieuwagę wpadając w sidła "natury". A no i jeszcze raz bo musiałem przez błąd :P