Deathbloom: Chapter 1
X
Zapomniałeś hasło? Odzyskiwanie linków
Nowy na stronie? Tworzenie konta
Masz już konto? Login
Powrót do Login
0
5.00
Edycja
Deathbloom: Chapter 1 is the first half of the Bachman Manor story, inspired by the classics of survival horror.
Classic Survival Horror
- Check and mark your map while exploring the vast Bachman Manor and surrounding estate.
- Look for items, keys, and solve cryptic riddles to advance through its dark halls.
- Arm yourself with anything you can find to stay alive, from modern weapons to medieval ones.
- Search for supplies, secrets areas, and letters to increase your chances of survival.
- Numb Bodies, Feral Dogs, Dollfaces, Starved, “The Bloody Woman”, and “Samual” are residents that will keep you running for your life and looking over your shoulder.
- Learn of your mysterious friend “Christina” while she helps you along the way.
- Discover “Deathbloom” and be pulled into a world between life and death.
The Manor
The Manor and surrounding properties sprawl into a maze of corridors, bedrooms, foyers, libraries, studies, galleries, gardens, and more.
Filled with puzzles, traps, and hidden passageways that keep the player exploring and solving the secrets of the Manor.
The Guests
You are not alone, the occupants and even manifestations of the Manor itself keep the player running, hiding, or fighting for their life.
Steam User 2
Dostajemy taką ubogą wersję Resident Evil. Nieco siermiężną, powolną, ale nie można o niej napisać, że jest kiepska. Niby wszystko jest na swoim miejscu, ale mimo wszystko gra jakoś nie przykuwała do ekranu.
Fabularnie zjawiamy się do pewnej rezydencji nie informując o tym matki, która z jakichś względów trzymała w tajemnicy informacje o swojej rodzinie i przeszłości. Na miejscu okazuje się, że domostwo jest sporych rozmiarów a także pełne jest korytarzy i ukrytych pomieszczeń a i wypełnione jest istotami, które pragną naszej śmierci. Gdy orientujemy się, że nie możemy wyjść z domu, musimy eksplorować pomieszczenia, by ostatecznie znaleźć drogę do wyjścia.
Początek mnie nie zachęcił. Dużo korytarzowego chodzenia w poszukiwaniu kluczy. Potem dostajemy w swoje ręce broń palną a nawet łuk. Wtedy już gra się znacznie lepiej, bo nawet pomimo posiadania broni pojawia się napięcie i odrobina strachu. W kilku momentach myślałem, że coś pewnie się wydarzy, ale jednak twórca postawił w tych chwilach na budowanie napięcia. I dobrze.
Do naszej dyspozycji oddano nóż (totalnie nieprzydatny), pistolet, strzelbę, automat, czy nawet łuk. Z ich pomocą likwidujemy napotkanych wrogów jak nieumarłych (w tym wersje mocniejsze), dobermany, opętane kukły, czy kościotrupy. Mamy też minibossa. W survival horrorach są też obecne zagadki, ale próżno ich szukać w Deathbloom. Sporadycznie natrafimy na przekręcenie popiersiem, ale to żadna łamigłówka. W sumie liniowo poruszamy się po pomieszczeniach odnajdując klucze, pieczęci do jednych drzwi, notatki, broń i naboje lub potrzebny przedmiot jak np. butelka z kwasem. W eksploracji ma pomagać nam mapa, ale dawno tak nieczytelnej jak w Deathbloom nie spotkałem a pisze to osoba, która spokojnie odnajduje się w czytaniu jakichkolwiek map. Z tymi miałem nieco problem, dlatego z czasem przestałem na nie zaglądać, aby się nie irytować. Niby były oznaczone pomieszczenia, korytarze itd., ale już nie było oznaczonych wejść z korytarza do pokoju (można było się domyślić) a także odległości poszczególnych dróg inaczej wyglądały na mapie, a inaczej w rzeczywistości – np. jakaś ścieżka była dłuższa niż pokazywała to mapa. Na niej też było zapisane co mamy w ekwipunku zamiast jego standardowego podglądnięcia. Z innych minusów jest brak zapisu podczas wyjścia z gry. Deathbloom zapisuje się tylko na początku kolejnej lokacji, do której się dostaniemy. Jeśli wyjdziemy np. w trakcie eksploracji danego poziomu/aktu, to przy wczytaniu zaczynamy na starcie lokacji.
W podtytule mamy „Chapter 1”, więc fabularnie zakończenia nie poznamy. Na końcu nie ma jakiegoś efektu „Wow”, choć dochodzi do zmiany miejscówki i widać, że będzie coś innego. Zobaczymy, co przyniesie „Chapter 2”. Niniejsza część to zwyczajny przeciętniak. Niby ok, ale nie do końca. Dla mnie takie 5/10. Polecam, ale w pełni rozumiem też negatywne opinie.